Każdy che być pierwszy i najlepszy!

Image result for Królestwo BozePo długiej nieobecności, ponownie postanowiłem coś napisać, zaś tematem dzisiejszym jest fakt, że obserwuję nasze społeczeństwo i zauważam że teraz jest moda na pochwały, medale i tym podobne granty. Niestety wiele z tych osób, które tak pięknie chwalą media, nie zasługuje na to. Często są to ludzi, działający tylko po to aby ktoś ich wywyższył, dał lepsze stanowisko, medal, czy nagrodę. Zapominają że są i inni ludzi, którym zależy na wartościach zupełnie innych, jak rodzina wiara, przyjaciele. Bardzo często też udzielają się w organizacjach charytatywnych, lecz tam nikt ich  nie chwali, nikt nie obsypuje medalami, zaś często spotykają się z pogardą, krytyką i drwiącymi uśmieszkami. Właśnie dzisiaj o tym chciałem kilka słów napisać.

Byłem świadkiem, kiedy odznaczenie za zasługi w budowie pewnego pomnika, otrzymała osoba, która z budową tego pomnika walczyła. Wiele lat temu zapadła decyzja i zaczęto zbierać pieniądze na budowę pomnika (pominę którego, bo odnosi się do wielu podobnych akcji) upamiętniającego ludzi walczących za swoją ojczyznę, ginących ze słowami Bóg, Honor, Ojczyzna. Komitet, który podjął się tego zadania uderzał do różnych organizacji, często otrzymując odpowiedź “komu potrzebne teraz pomniki?”. Na szczęście znalazły się osoby i organizacja, która postanowiła pomóc w tym karkołomnym zadaniu, gdyż nie był to mały pomnik, zaś koszt jego budowy też był nie mały. Nie będę streszczał akie perypetie przechodził komitet i osoby go wspierające.

Najważniejszy fakt, to to że w czasie zebrania organizacji, która zgodziła się pomóc w budowie tego pomnika, trzeba było niestety wg. statutu uzyskać zgodę wszystkich delegatów, przedstawicieli – jak by ich nie zwać, osoby władne podejmować decyzję demokratycznie. Oczywiście odbyło się głosowanie, lecz zanim się zaczęło jeden z delegatów powtórzył słowa wcześniej już zacytowane: “komu potrzebne teraz pomniki?”.

Zbieranie funduszy, wykonanie projektu oraz instalacja trwały wiele lat. W tymże czasie tak się złożyło że organizacja wspierająca co kilka lat wybierała zarząd: prezesa, wiceprezesów, skarbników itd. Po kilku latach od podjętej decyzji prezesem została osoba, która wypowiedziała te znamienne słowa “komu potrzebne teraz pomniki?”. Niestety ze względu na zaawansowanie prac, nie miała wyboru, aby zatrzymać cały projekt, więc chcąc nie chcąc, zmuszona była dokończyć ten pomnik.

Byłem obecny na uroczystości odsłonięcia tegoż pomnika, gdzie pojawili się przedstawiciele wszystkich organizacji, nawet tych, które odmówiły pomocy w realizacji tego projektu, przybył też prymas Polski, a nawet sam prezydent RP. Było to kilka lat temu. Ponieważ jestem dziennikarzem, robiłem fotorelacje z tego wydarzenia, i na własne oczy widziałem, jak osoba, która walczyła z budową tego pomnika, odbierała order zasługi w jego budowie. Jak ta osoba dumnie wypinała pierś aby jak najdostojniej to odznaczanie otrzymać. Niestety osoba, która od początku pomagała i zaangażowała się w pomoc w projekcie, tegoż odznaczenia nie otrzymała. I to n ie dlatego że nie zasłużyła, wręcz odwrotnie. Pomysłodawca tegoż pomnika nie był w stanie sam załatwić wszystkich formalności, nie był w stanie zebrać sam funduszy, dlatego osoby, które lata wcześniej zaangażowały się w pomoc w jego budowie, poświęciły swój czas, fundusze, znajomości aby mógł on powstać. Zaś szef tejże organizacji dokonał niemal cudu, gdyż pomnik znajduje się w pobliżu ruchliwej drogi, gdzie widać go z daleka, z łatwym dojazdem. Pomocny był w realizacji tegoż projektu śp. Kardynał, który dość znacząco pomagał.

Niestety prezes, który wykonał tak dużo pracy, został potraktowany w sposób niegodny, oskarżony o różne rzeczy, których nie uczynił, zaś jego zasługi zostały przemilczane. Owszem ktoś by zapytał, czy bronił swojej niewinności – tak bronił, były rozprawy sądowe, gdzie sąd nakazał przeproszenie jego osoby. Niestety ludzie rzucający fałszywe oskarżenia nie poczuły się do odpowiedzialności i nigdy nie przeprosiły. On sam zaś cierpi do dzisiaj, gdyż będąc gdzieś w publicznym miejscu, od czasu do czasu, jakaś niemiła osoba powtarza te fałszywe słowa. Ale nie w tym dzisiejszy problem.

Zaś zwracam uwagę na osobę dumnie wypinającą pierś, gdyż była jedną z tych osób, które walczyły z pomnikiem, jak i rzucającą oskarżenia na swojego poprzednika (też miałem okazję słyszeć). Czy tej osobie godnie przyznano odznaczenie? Raczej nie! Za to że dopięła ostatni guzik otrzymała nagrodę, lecz 95% pracy wykonały osoby, którym nawet nie podziękowano. I tu jest cały problem, do odznaczeń wielu wypina pierś, bo to zaszczyt, sława. Zaś do pracy, to gdzieś się chowają, mówią że to nie jest potrzebne.

Chciało by się przypomnieć słowa Jezusa:

«Gdy Jezus przyszedł do domu pewnego przywódcy faryzeuszów, aby w szabat spożyć posiłek, oni Go śledzili. I opowiedział zaproszonym przypowieść, gdy zauważył, jak sobie wybierali pierwsze miejsca. Tak mówił do nich: „Jeśli cię kto zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca, by czasem ktoś znakomitszy od ciebie nie był zaproszony przez niego. Wówczas przyjdzie ten, kto was obu zaprosił, i powie ci: «Ustąp temu miejsca»; i musiałbyś ze wstydem zająć ostatnie miejsce. Lecz gdy będziesz zaproszony, idź i usiądź na ostatnim miejscu. Wtedy przyjdzie gospodarz i powie ci: «Przyjacielu, przesiądź się wyżej»; i spotka cię zaszczyt wobec wszystkich współbiesiadników. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony”» (Łk 14, 7-12 – Ewangelia).

 

Tu jest sens dzisiejszego tekstu, pierwsi będą ostatnimi. Ci których teraz się poniżą, ci, którzy wykonują swoją pracę pomimo upokorzeń, pomimo chorób i przeciwności losu, ci będą nagrodzeni. Nie zaś ci, co wypinają swoją pierś aby lepiej wypaść na zdjęciach publikowanych w gazetach, telewizjach. Często ci co staja po nagrody w pierwszym szeregu, najmniej się angażowani, często zlecali zadania innym, którymi pogardzali. Często wielu z nich próbuje zdobywać znajomości z ludźmi, których uważają za wysoko postawione figury, dzięki którym można zająć jeszcze lepsze stanowisko, jeszcze więcej pochwał, medali, zaszczytów. Za nich często prace wykonują inni, ci zaś chwalą się rezultatami.

Niestety często te osoby upadają i to często bardzo nisko, gdyż w międzyczasie dla sławy i pochwał często robią coś niewłaściwego, czasami nielegalnego. Powoduje to że jeśli ten wstydliwy fakt wychodzi na światło dzienne, wstyd jest ogromny, a upadek bardzo bolesny. Choć niektórym się udaje, dalej wypinają pierś, dalej stoją w blasku reflektorów, zapominają o innych, to właśnie oni często obrośnięci pychą, chcę być alfą i omegą! Tymi co decydują za innych! Często podejmują decyzje dla poklasku, dla własnej chwały, a nie dla dobra innych. Pięknie że media ich promują, lecz często my, zaczynamy wierzyć w ich nieomylność, w ich dobre chęci, w ich doświadczenie.

Dopiero ktoś kto zajrzy za tą piękną kurtynę, zaczyna widzieć całą prawdę – dyplom wyższej uczelni po znajomości, doświadczenie, tyle że podwładnych, zaś chęci pokazania siebie w jak najlepszym świetle. Takie działanie nazywane jest przez osoby w to zaangażowane – marketingiem, promocją. Niestety często po za opakowaniem, nic sobą nie reprezentują. Nie słuchają rad mądrych ludzi, lecz tych od promocji i marketingu.

Czas odrzucić ten fałsz i obłudę, zacząć myśleć. Nie zdawać się na opinie tzw. ekspertów, lecz zacząć samemu szukać rozwiązań. Jak ktoś kiedyś powiedział – myślenie nie boli. Często korzystamy z rad innych ludzi, niestety coraz częściej doradcami stają się kolorowe czasopisma, gdzie znajdujemy porady na każdą okazję, do tego ciekawostki, ploteczki. Zaczynamy żyć w fałszywym świecie, gdzie wszystko jest na pokaz. Zaczynamy wpadać w wir kłamstwa i pozorów. Dla tych pozorów się zadłużamy, aby pokazać że mamy lepszy samochód od sąsiada, że mamy lepszy dom od brata czy siostry, że stać nas na drogie wczasy, gdzieś w egzotycznym kraju. Wszystko to po to, aby pokazać że jesteśmy lepsi. Przestają nas cieszyć drobiazgi życia, zaczynamy słuchać porad złego, gdzie dochodzi do rozwodów, aborcji, kłamstwa a nawet zabójstw. Wszystko to dla pokazania się innym.

Często brnąc w takie bagno sławy w świetle reflektorów, zaczynamy tracić swoją osobowość, próbujemy się dopasować do szablonu który serwują nam media, czasami zapisujemy się do organizacji, uchodzących za charytatywne, gdzie zaczynają nas obowiązywać nowe prawa i zasady. Niektórzy idą jeszcze dalej, składają przysięgi na swoje życie, aby jeszcze bardziej się pokazać, jeszcze wyżej stanąć na tej piramidzie sławy.

Niestety w tym wszystkim zaczynamy gubić Boga. Zaczynamy Boga dopasowywać do siebie, zaczynamy wierzyć w teorie, gdzie wmawia się nam, że Bóg to my. Wielu traktuje Kościół jako jeszcze jedną scenę z reflektorami, zaś znajomość z proboszcze, a najlepiej z biskupem czy arcybiskupem to jeszcze lepiej, bo ludzie ufają, wierzą w naszą “szczerość, prawdomówność”. Niestety w tej grze biorą udział też duchowni, gdzie wciąga się ich w ten kołowrót pochwał, medali, zaszczytów. Na szczęście nie jest ich tak dużo, zaś my musimy im przypominać dla kogo pracują. Bóg i Jezus Syn Boży to ich pracodawcy, zaś powołanie nie jest dla sławy czy medali.

W tej gonitwie, zapominamy po co w ogóle idziemy do Kościoła, zaczynamy traktować to jako przykry obowiązek, jako stracony czas (chyba że idziemy dla promocji – jak wyżej).

Sam Jezus mówi ostatni będą pierwszymi – to ci skromni, którzy za cel stawiają sobie nawracanie i pomoc potrzebującym. Nie ma sensu pchać się na czoło, kiedy i tak zawsze zdążymy, gdyż Bóg daje nam tyle czasu ile potrzebujemy. Otrzymujemy te to czego potrzebujemy, tyle ile potrzebujemy, choć zdaje się nam, że ciągle mamy za mało. Dopiero ten, kto to zrozumie, zaczyna cieszyć się prawdziwym szczęściem, zaczyna dostrzegać piękno tego świata, niestety zaczyna widzieć też i drugą stronę medalu, czyli obłudę sławy i odznaczeń. Zaczyna rozumieć że mądrość to nie tytuły jak magister, doktor, docent, profesor czy wiele innych, lecz mądrość to to, co potrafimy ze swoja wiedzą zrobić dobrego.

Wydaje się nam że zawsze jesteśmy za daleko, za biedni, za głupi, lecz dla Boga są inne wartości. Te wartości są niemierzalne w naszym rozumieniu. Ale musimy pamiętać, że prawdziwe dobro, którym obdarowujemy innych jest czymś wielkim, choć czasami wydawać by się mogło małym. Czasami mała pomoc, czasami poczęstunek głodnego, czasami okrycie zmarzniętego może się okazać tym, czym zasłużymy sobie na radość w Królestwie Boga. Ale pomoc taka musi być szczera, nie dla pochwał czy medali, bo to będzie nam ciążyć. Jeśli gotowi jesteśmy zostawić wszystko, aby pomóc innym, aby iść za Jezusem, to jesteśmy gotowi iść do Nieba. Zaś kiedy szkoda man zostawić cokolwiek w doczesnym życiu, to ciężko nam będzie być szczęśliwymi po śmierci.

Nie che być sławny, nie che być odznaczany, wolę cieszyć się z dobrych uczynków, choć małych. Uśmiech dziecka, biedaka, czy chorego potrafią sprawić naprawdę wiele radości. O ile potrafimy się jeszcze tym cieszyć. Niestety wielu przywdziało maski, pod którymi kryje się potwór. Potwór, który zakłada organizacje mieniące się charytatywnymi, zaś rzeczywisty cel to promocja siebie. Ile razy dowiadujemy się że człowiek będącym miliarderem daje milion na taka organizację, myślimy – ach piękny gest. Niestety on daje co mu zbywa, my zaś z serca często potrafimy dać wszystko, jak i samego siebie.

Warto tu przytoczyć fragment Ewangelii:

Gdy podniósł oczy, zobaczył, jak bogaci wrzucali swe ofiary do skarbony. Zobaczył też, jak uboga jakaś wdowa wrzuciła tam dwa pieniążki, i rzekł: “Prawdziwie powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła więcej niż wszyscy inni. Wszyscy, bowiem wrzucali na ofiarę z tego, co im zbywało; ta zaś z niedostatku swego wrzuciła wszystko, co miała na utrzymanie”.

Zastanówmy się nad naszym życiem, czy nie założyliśmy już maski i czy pod nią nie skrył się potwór, intryg, podstępów i wszelkiego złą. Czy dla sławy nie zrobimy wszystkiego, łącznie ze zdradą przyjaciół i samego Boga. Czy dajemy co nam zbywa, aby nas media chwaliły? Czy jeszcze w naszym sercu jest miłość? Może nasza żona i dzieci to tylko dodatek do naszego pozornego “szczęścia”? Może nasze życie ułożone jest po jakiś nie nasz scenariusz? Zacznijmy być szczerzy, zacznijmy widzieć BOGA nie tylko w Kościele, ale wokół nas, w ludziach, w przyrodzie. Bóg jest stwórcą wszystkiego, my jesteśmy częścią jego stworzenia, zaś czy w nas jest iskra Boga, to tylko od nas zależy. To my mamy dać świadectwo o Bożej miłości swoim życiem, zachowaniem.

Ja wiem że to ciężkie, lecz możliwe. Na początku ciężko się przyzwyczaić, ciężko zrezygnować z luksusu i szczęścia tego świata. Lecz potem, te wszystkie świecidełka, reflektory zaczynają nam odsłaniać zło, które za tym stoi. Zaczynamy dostrzegać jak wiele złego w swoim życiu zrobiliśmy. Dopiero wtedy zaczynamy doceniać małe drobnostki, które dają szczęście innym. Zaczynamy słyszeć piękno śpiewu ptaków, szumu wody, piękno przyrody. Nawet podczas burzy nie straszne nam pioruny i grzmoty. Owszem zło będzie chciało się na nas mścić, lecz to już nie będzie nam straszne, lecz z radością będziemy w stanie przyjąć wszelkie przeciwności. Dopiero wtedy kiedy wyzbędziemy się maski i zła stojącego za tym “pięknym” światem, wtedy dostrzeżemy rzeczy, których inni  nie widzą. To piękno Boga i jego stworzenia, którego nasz umysł nie potrafi ogarnąć. Mądrość w prostocie i wdzięczności innych jest czymś pięknym, czego jeszcze wielu nie dostrzega.